środa, 23 lipca 2014

Rozdział 3

-Kto to Jai?-zapytałam przestraszona Nialla.
-Jai i Dante są braćmi i kuzynami Cami.
Cami przerażona, przecierała gazikiem i wodą utlenioną ranę Dantego.
-Może lepiej wezwijmy policję?-chodziłam po studio wystraszona.
-Nie, policja nie wchodzi w grę, jeśli go wydamy to on wyda nas.-widać że Louis był zakłopotany, co oni przede mną ukrywają?
-Chłopaki zabierzmy go do szpitala, ma złamany nos.-wywnioskowała Cami.
-Dobra jedźmy. Ja i Cami pojedziemy zawieść go do szpitala a wy zawieście Tini do akademika-zwrócił się Zayn do Horan'a i Tomlinson'a. Chłopcy wzięli mnie do samochodu i zawieźli do akademika. W drodze na uczelnie panowała cisza, ale nie była ona niezręczna. Kiedy znaleźliśmy się przed akademikiem, podziękowałam chłopcom i szybko pobiegłam do pokoju.
Weszłam do pokoju oszołomiona, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Postanowiłam uporządkować ubrania mojej rudej przyjaciółki, wszystkie były rozrzucone po półkach. Wszystkie jej "ubrania",które bardziej mogłabym nazwać bielizną,były bardzo skąpe. Poszłam do mojej szafki. Wyciągnęłam szare dresy,i mój crop-top. Postanowiłam wziąć prysznic. Ściągnęłam z siebie ubrania i weszłam do kabiny. Ciepłe krople wody lały się strumieniem po moim ciele. Po chwili gęsia skórka dała swoje znaki. Wyszłam ubierając wcześniej przygotowane ubranie. Spięłam włosy w wysokiego koka i ubrałam cieplutkie kapcie. Nie miałam żadnej książki którą mogłabym poczytać. Postanowiłam posłuchać muzyki. Zastanawiałam się dlaczego chłopcy wplątali się takie gówno ?! Rzuciłam telefonem o ziemię. Nie pomagała mi. Miałam w głowie tysiące pytań,na które nie potrafiłam sobie odpowiedzieć.
-Ładnie to tak rzucać cennymi rzeczami?-usłyszałam za sobą niski i zachrypnięty głos
Odwróciłam się napięcie. Zauważyłam burzę loków i zielone oczy.
-Czego chcesz?-wysyczałam przez zęby.
-Ale spokojnie,nie bądź taka niegrzeczna-puścił mi oko.-chciałem Ci tylko coś przekazać-dodał.
Usiadł na moim łóżko. Chciałam z niego zejść,ale przytrzymał mnie za biodra.
-Powiedz tej swojej zielonookiej żeby lepiej uważała na Jai'a,bo tak jakby może stać się mu coś złego-uśmiechnął się pokazując swoje dołeczki.
-A no i zapomniałbym dodać,Ty też uważaj mała-syknął
Uderzyłam go w twarz. Przetarł dłonią bolące miejsce i chwycił mnie za włosy.
-Takie wybryki to nie ze mną dziwko!-wysyczał ostro.
Puścił mnie i wyszedł. Bezsilnie opadłam na łóżko. Łzy pociekły mi po twarzy. Szybko je otarłam i   zadzwoniłam do Nialla,nie odbierał. Przypomniałam sobie,że od nikogo nie wzięłam numeru telefonu. Ponownie wykręciłam numer Niall'a.
-Fuck !-krzyknęłam głośno.
Do pokoju wparował Malik.
-Pakuj się!-wykrzyczał.
-Co ?-zapytałam zdziwiona
-Pakuj się kurwa!-wysyczał.
Malik wyciągnął walizkę rudej i zaczął wrzucać jej rzeczy do środka.
-Ja się stąd nie ruszam!-krzyknęłam.
-Oni Ciebie też będą chcieli zabić! Myślą,że należysz do nas!
W głowie krążyły mi słowa Harrego "Ty też uważaj mała"
-Nie idę!
Malik popatrzył na mnie smutnym wzrokiem,podał mi karteczkę z numerem telefonu i pistoletem.
-Rób jak chcesz-powiedział obojętnie.
Przytulił mnie mocno i pocałował w czoło,po czym wyszedł. Zostałam sama. Położyłam się na łóżko,bezczynnie gapiąc się w sufit. Po chwili zadzwonił telefon.
-Niall-krzyknęłam uradowana.
-Halo? Martina,dlaczego nie pojechałaś z Zaynem ?! Jesteś tam niebezpieczna.
-Słuchaj,Niall nie wiem w co Wy się wpakowaliście,ale ja nie zamierzam przewracać mojego życia do góry nogami. Ja nie jestem taka jak Wy,nie mam na twarzy tony piercingu,a na ciele pełno tatuaży. To nie jest mój świat. Narkotyki,alkochol,imprezy,nie przyjechałam tu po to. Przyjechałam tu z myślą o kształceniu się.
Rozłączyłam się. Wzięłam książkę od polskiego,zaczęłam ją przeglądać. Oczy same zaczęły mi się zamykać. Wpadłam w objęcia Morfeusza. Obudził mnie grzmot burzy,było po 2. Zasłoniłam rolety,nienawidzę burzy,przyprawia mnie o dreszcze. Cała się trzęsłam,wzięłam telefon do ręki. Wykręciłam numer do Niall'a.
Trzy sygnały,cztery,pięć,nie odbierze. Zrezygnowana odłożyłam telefon na szafkę,a zamieniłam go na pistolet od mulata. Oglądałam go dokładnie,każdy milimetr był idealnie dopasowany. Karabinek był naładowany. Odłożyłam broń,burza ucichła. Morfeusz po bardzo krótkim czasie,ponownie zabrał mnie do siebie.
Mój budzik zadzwonił równo o 6:30. Pierwszą lekcję miałabym z Niall'em,gdyby nie to,że go nie ma.
Wstałam z łóżka i odsłoniłam czerwone rolety. Z mojej szafy wybrałam luźną,szarą bluzkę. Do niej założę spódniczkę w drobne,różowo białe róże. Moje włosy upięłam w kucyka. Zrobiłam lekki makijaż,wyglądałam okropnie,moje oczy były podkrążone i opuchnięte przez niewyspanie i płacz.
Nic na to nie poradzę,westchnęłam. Ubrałam białe,krótkie convers'y,zabrałam plecak i wyszłam zamykając pokój kartą. Jednak po chwili wróciłam się po broń,coś mi nakazało wziąć ją ze sobą. Pierwszy miałam francuski. Sala 29,z niejaką Panią Difulter's. Na korytarzy było pełno ludzi. Żadnej z twarzy nie rozpoznałam. Chciałam do kogoś zagadać,do kogokolwiek,ale przez mój wzrost nikt nie zwracał na mnie uwagi,byłam niższa od wszystkich o głowę. Zadzwonił dzwonek na lekcję,drzwi gwałtownie się otworzyły,powitała nas w podeszłym wieku kobieta,z przyjaznym uśmiechem. Zaprosiła nas do środka,lekcja minęła szybko i nieciekawie. Tłumaczyła nam podstawy. Reszta lekcji minęła tak samo. Poszłam do sklepu,by kupić coś do jedzenia. Gdy weszłam do pokoju była 16;15,stęskniłam się za rudą i chłopakami. W tej chwili jestem zdolna nawet do tego,aby iść na tę pieprzoną dyskotekę. Pójdę na nią,muszę zapytać Horana o dużo rzeczy. Przez te tysiące pytań,które krążą w mojej głowie psychika mi wysiada.Impreza powinna zaraz się zacząć, więc muszę się zbierać.Nie będę się przebierać bo nie idę się tam bawić tylko znaleźć Cami i chłopaków. Poprawiłam makijaż i wyszłam.
Ale przypomniało mi się że nawet nie mam adresu tej laski. Powinnam zadzwonić do Niall'a albo Zayn'a bo tylko do nich mam numery. Tym razem zadzwonię do Zayn'a ,bo Horan już za dużo razy nie odebrał ode mnie telefonu. Po chwili odebrał.
-Halo Tini?-słyszałam dużo głosów w słuchawce, na pewno jest już on na tej imprezie.
-Zayn możesz podać mi adres tej Lottie Maroon?
-Wpadniesz do niej?
-No raczej, chyba wam obiecałam a ja dotrzymuję słowa.
-Miło, adres to Cambridge1/12.
-Ok za niedługo będę.-rozłączyłam się, ciesze się że oni tam są i będę mogła ich zobaczyć. Jednak obawiam się że może być tam Harry, nie wiem co zrobię jeśli Niall i Styles będą w jednym pomieszczeniu. Zabiją się tam. Wybrałam numer znajomego mi taksówkarza. Po kliku minutach przybył on na miejsce i pojechaliśmy na wyznaczoną ulicę. W okolicy jest pełno lasów, jak ja wrócę do akademika?
-Przepraszam do której pan kursuje?
-Teraz z panią mam ostatni kurs a po nim wracam do domu-odpowiedział miło mężczyzna. Zmartwiłam się, nie chce wracać sama przez te lasy, nawet nie zamierzam.
-Jesteśmy, należą się 4 dolary ,ale jak dla ciebie-zmierzył mnie wzrokiem-3 kochanie-powiedział zawadiacko a potem puścił mi oko. Zapłaciłam a potem pospiesznie wysiadłam.
-Muszę zmienić taksówkarza-mamrotałam pod nosem. Dom był ogromny, goście byli dosłownie wszędzie w basenie, na tarasie, za domem i przed domem a wyobrażam sobie ile jest ich w środku.
Przeszłam nieśmiało przez tłum ludzi,którzy gapili się na mnie jak na idiotkę. Bo co jako jedyna nie byłam tutaj w spodenkach przed dupę i crop-topie który wyglądał jak stanik?
Weszłam do środka domu i od razu zauważyłam długie rude włosy
-Cami!-krzyknęłam uradowana.
Dziewczyna przytuliła mnie mocno.
Kiedy się od niej oderwałam, w tłumie zauważyłam uśmiech. Był tylko jeden taki uśmiech. Horan. Pobiegł do mnie i mocno mnie przytulił. Zrozumiałam że grupka z początku obcych dla mnie ludzi, stała się osobami bliskimi mojemu sercu. Co godzinę pytałam się moich przyjaciół czy możemy już wracać do akademika, ale oni byli głusi na moje prośby. Postanowiłam na własną rękę wrócić do domu, teraz byłam odważniejsza niż przedtem. Nawet gdyby ten taksówkarz jeździł, nie zadzwoniłabym po niego. Wstałam od stołu przy którym siedzieliśmy i zabrałam swój plecak. W domu wypakowałam z niego książki,a włożyłam kosmetyki.
-Dokąd idziesz skarbie?- mówił Niall popijając drinka, był już nieźle nawalony tak jak reszta towarzystwa.
-Wracam do domu, nie będę się was prosić o to by któryś z was ze mną wrócił-wyszłam naburmuszona przed dom. Zabawa dalej się nie kończyła. Szłam prosto ulicą jak leci,nie było tu za dużego ruchu,mogłam swobodnie iść nie martwiąc się,że jakieś auto mnie potrąci. Szłam bardzo powoli,przynajmniej dopóki nie usłyszałam za sobą kroków. Przyspieszyłam tępa. Słyszałam jego oddech za sobą
-Ej-krzyknął niskim głosem,ten głos rozpoznałabym wszędzie
-Gdzie się tak spieszysz?-złapał mnie za ramię
Syknęłam z bólu.
-Przygotowałem dla ciebie specjalne auto. Przyciemniane szyby,kierowca nie widzi naszych poczynań,romantycznie,prawda ?
-Spierdalaj-wysyczałam ostro.
-Niegrzeczna,lubię takie.
Kolejny raz dałam Styles'owi w jego niewyparzony ryj.
-Kurwa ! Ostatni raz mówię,że takie zabawy to nie ze mną dziwko!
Mocno chwycił mnie za nadgarstek i prowadził przez las,nie krzyczałam nawet,bo i tak wiem że to nic nie da. Czułam jak skóra zdzierała mi się z nadgarstka,pod wpływem jego mocnego uścisku. 
-Kurwa,Harry boli-wykrzyczałam głośno
-Gówno mnie to obchodzi-powiedział obojętnie.
Wsiedliśmy do tego pieprzonego auta. Harry podał kierowcy adres i zasłonił naszą część auta.
-To jak kicia pogadasz sobie ze mną 
-Nie mam kurwa nawet najmniejszego pieprzonego zamiaru.
Chłopak przycisnął moje usta do swoich. Przygryzłam jego wargę. Loczek odsunął się ode mnie gwałtownie. Śmiał się i przecierał wierzchem dłoni swoją ranę na wardze. 
-Ostro kurwa jedziesz
-Jak chcesz to zaraz w twoim aucie może być mokro-powiedziałam zawadiacko.
-Lecę na to-powiedział napalony.
Chłopak przybliżył się do mnie,a ja splunęłam mu na twarz.
-Ty kurwo!,ale szczerze ? Pomimo tego co mi robisz i tak mam zajebistą ochotę cię przeruchać pani Frost-puścił mi oko, a potem przeczesał swoje włosy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz