Nadal wpatrywałam się w laptop unieruchomiona, nie mogłam w to uwierzyć. Skąd Harry wziął mojego emaila. Jestem zszokowana, te słowa które napisał są bardzo brutalne. Czuję że dalej nie jestem bezpieczna. Jestem w pułapce, gdzie bym nie była, on i tak mnie znajdzie. Nie byłam pewna czy mu odpisać,ale nie mogę być tchórzem. Stawie czoło temu chłopakowi, co prawda bałam się Harry'ego, ale nie wydaję mi się że jest to dziwne. Odpisałam"Harry zostaw mnie w spokoju. Niszczysz mi życie,błagam Cię. "
Wysłałam. Styles nie odpisywał więc poszłam przebrać się do łazienki w szare spodnie od dresu i błękitny podkoszulek. Kiedy wróciłam na ekranie widniał napis 'masz nową wiadomość' była ona od Harry'ego.
Boje się go bardzo, nie wiem do czego może się on posunąć.
'A to dopiero początek kochanie, następnego razu kiedy cię spotkam będziesz leżeć w moim łóżku i wołać moje imię, dobranoc Tinito'
Nawet nie zdążyłam odreagować kiedy do pokoju weszła Cami. Była ubrana w czarną obcislą sukienkę, była za jej tyłek. Miała czarne,grube kreski w stylu Amy Winhouse, usta pomalowane na mocną czerwień.
Wyglądała nieziemsko.
-Boże Tini,pomóż,dobrze wyglądam? Bo wiesz Zayn zabiera mnie na randkę i chcę wyglądać jak najlepiej-powiedziała zakłopotana.
-Wyglądasz nieziemsko!-powiedziałam głośno.
Ruda przytuliła mnie i siadła koło mnie na łóżku.
Wiesz...Liam wychodzi z Sophią,ja z Zaynem,Louis idzie na blanty do kolegi,więc ty z Niallem,nooo,macie wolną chatę-powiedziała zabawnie ruszając brwiami.
-Cami,nie,my jesteśmy tylko przyjaciółmi,na prawdę-powiedziałam,ale wiedziałam że moja odpowiedź nie jest zbyt przekonująca dla rudej.
-Dobra,dobra,mów co chcesz,ale ja i tak wiem swoje.
Zaśmiałam się.
-Dobra spadam,bo Zayn mnie powiesi-zaśmiała się i poprawiła sukienkę stając przede mną. Uśmiechnęła się szeroko i zarzuciła włosy na bok.
Mierząc ją wzrokiem pokazałam dwa kciuki w górę i uśmiechnęłam się szeroko.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Teraz się skapnęłam,że przy rudej choć na chwilę zapomniałam o Harrym. Niestety ona wyszła,a ja zostałam sama,a właściwie z blondynem. Postanowiłam zobaczyć co robi.
Zeszłam na dół po schodach. Zauważyłam że Niall siedzi przy stoliku i czyta gazetę. Płytki były bardzo zimne,momentalnie zaczęło mi się robić chłodno. Poszłam po cichu w stronę niebieskookiego,był odwrócony do mnie tyłem,więc podeszłam do niego nie zauważona i zakryłam mu dłońmi oczy.
-Kto to?-zachichotałam
-Emmm,Camila ?
-Niee.
-A no tak Sophia.
-Nie-powoli zaczęłam się niecierpliwić.
-Dobra,dobra Louis wiem,ze to ty-blondyn zaśmiał sięZrezygnowana zdjęłam dłonie i stanęłam przed nim,uśmiechnęłam się słabo.
-Wiedziałem,że to ty-odwrócił się do tyłu uśmiechnął się ciepło,po czym wziął mnie na kolana.
Przytuliłam się do niego odruchowo,było mi bardzo zimno.
-Nudno,masz jakiś pomysł co możemy porobić?-zapytał nie odrywając oczu z mojego ciała.
Popatrzyłam na gazetę,którą blondyn odłożył kiedy wziął mnie na kolana. Był tam jakiś przepis na sernik czekoladowy z truskawkową galaretką.
-A może to?-zapytałam z uśmiechem
-Jesteś genialna-powiedział śmiejąc się.
Wyciągnęłam wszystkie składniki,wiedziałam,że Niall cały czas mnie obserwuję,widocznie nie garnął się do roboty tak jak ja,miałam na niego straszną ochotę. Chwilę przeanalizowałam moje myśli i zdążyłam zauważyć że dziwnie to zabrzmiało,miałam ochotę na sernik,nie na blondyna,chociaż mogłabym się zawahać.
Niall wstał i podszedł do mnie od tyłu, chwycił w pasie i usadził na blacie.
-Niall,tu były jajka-śmiałam się głośno.
Blondyn chichotał równie jak ja. Ściągnął ze mnie dresy i rzucił je w kąt.
-Zimno mi teraz-powiedziałam udając smutną,chociaż tak naprawdę wcale nie było mi zimno,byłam cała rozgrzana przez blondyna.
-Mam ci rozgrzać kochanie?-zapytał delikatnie ukazując swe dołeczki,przypomniały mi się dołeczki loczka. Blondyn nie miał takich samych. Dołeczki,na widok których robiło mi się ciepło miał tylko Harry.
Wróciłam na ziemię,gdy Niall pocałował moją szyję. Czułam jak ssa moją skórę,po chwili przestał,bardzo mnie piekło,przetarłam dwoma palcami, miejsce na skórze. Blondyn pocałował je.
Na chwilę go odepchnęłam.
-Wiesz co robisz?-powiedziałam ciężko dysząc,nagle było mi bardzo gorąco.
-Wiem wszystko dobrze,chcę cię całować,chcę żebyś była moja i tylko moja,chcę być dla ciebie księciem,a ty będziesz moją księżniczką-powiedział z uśmiechem.
Przyssałam się do jego warg,były takie miękkie i ciepłe. Wplotłam ręce w jego włosy,a on z pleców przeniósł je na moje uda. Kolejny raz zaczął przygryzać moją szyję,na co ja lekko pojękiwałam.
Czułam jak moje obojczyki robią się obolałe. Wbiłam moje paznokcie w jego szyję na co on syknął,patrzyłam jak ślad zaczerwienia się.
-Przepraszam-wymamrotałam między pocałunkami.
Zaczął ściągać moją koszulkę na co momentalnie się odsunęłam.
-My...Nie powinniśmy,naprawdę-powiedziałam przeciągając
Szybko pobiegłam na górę i zamknęłam się w pokoju.
Co ja do cholery robię ? Biłam się z myślami. Musiałam się wyluzować. Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam torebeczkę z białym proszkiem. Zostało jeszcze trochę o Cami.
Ułożyłam proszek w równiutki paseczek i wciągnęłam lewą dziurką od nosa.
Idealnie,momentalnie poczułam jak moje ciało się rozluźnia.
Oparłam się o łóżko i usłyszałam głos Nialla za drzwiami.
-Emm,Tini mogę wejść ?-zapytał zakłopotany
-Jasne-odpowiedziałam luźno.
Wiedziałam, że do końca nie będę go rozumieć przez białą zawartość,którą wzięłam,ale postanowiłam z nim pogadać.
-Chciałbym porozmawiać o tym co się stało.
-Wal śmiało-zachichotałam
Nie funkcjonowałam normalnie,ale to coraz bardziej mi się podobało
-Brałaś coś?-zapytał zdziwiony
-Może tak,może nie,zresztą jakie to ma do chuja znaczenie?-popatrzyłam na niego jak na idiotę.
-Słuchaj,to był błąd,my nie powinniśmy tego robić. To był taki jednorazowy przypadek, nigdy więcej. Tym bardziej że spotykam się z kimś, i było by to wobec niej nie w porządku. Przepraszam cię Tini,naprawdę,ja nie wiem co się wtedy ze mną stało. Byłaś taka bezbronna i poddana na wszystko co jest w okół ciebie. Ja tylko chciałem sprawdzić czy czuję coś do ciebie.
Nie mogłam w to uwierzyć, pocałował mnie, rozbierał mnie przed chwilą na blacie kuchennym, mówił że chcę żebym była jego księżniczką, a podczas tego miał na boku inną dziewczynę. Chociaż nie,to ja byłam to na boku. Zawiodłam się na nim i na sobie,przecież był kimś komu tak bezgranicznie ufałam,miałam go za kogoś kto jest wobec mnie w porządku, ale nie. Myliłam się. Patrząc na pozostałości białego proszku, powiedziałem stanowczo.
- W tej kurwa chwili wyjdź z tego pokoju.
-Tini spokojnie, jesteś naćpana, nie chcesz żebym wyszedł tylko z tobą porozmawiał. Znam cię-uśmiechnął się szeroko,jakby nie dowierzając co właśnie powiedziałam.
-Widocznie znasz mnie kurwa za mało-podniosłam wzrok,miałam zaszklone,czerwone oczy-wyjdź z tego pokoju sukinsynie, albo wyprowadzę cię stąd siłą.
Wyszedł powoli, pewnie myślał że powiem 'spokojnie Niall tylko żartowałam, pozdrów swoją nową dziewczynę' nie tym razem. Opadłam na łóżko smutna, ale dumna z siebie. Potrafiłam się mu postawić. Mimo to,że nadal coś nie pozwalało mi się na niego złościć. Wzięłam swój laptop do rąk,bo kolejny raz tego wieczoru poinformował mnie o nowej wiadomość. W myślach błagałam Boga żeby to nie Harry. Niestety mnie nie posłuchał. Ten skurwiel znowu coś do mnie napisał.
"Widzę,że dobrze macie się tam z Niallem. A swoją drogą,nie wiedziałem,że jesteś taka seksowna kochanie. Teraz jeszcze bardziej mam na ciebie ochotę. Tylko wiesz,nie rób więcej takich wybryków,bo robię się kurwa zazdrosny. Powiedz temu twojemu kochasiowi,że ma przejebane bo tknął tą dziewczynę co nie trzeba. XX Twój Hazza.
Kurwa ! Syknęłam. Poczułam ukłucie w klatce piersiowej. Nie dam się mu zastraszyć,o nie,nie tym razem.
Odpisałam mu :
"Słuchaj kurwa, jak chcesz to mogę być bardziej niegrzeczna,ale na pewno nie w twoim łóżku kochanie.
I nie zastraszaj mnie i mojego przyjaciela ty kutasie. Chyba,że chcesz żeby coś nie poszło po twojej myśli.
Czekam na nasze spotkanie. I nie podpisuj się, tak kurwa bo ci odetnę te twoje pierdolone palce."
Sama nie wiedziałam co piszę,to narkotyki dodały mi odwagi. Miałam dziwne wrażenie jakbym chciała ich więcej. Coś mnie do nich przyciągało. Widziałam resztki tej wspaniałej substancji na moim biurku,pomyślałam że jeszcze maluteńka dawka mi nie zaszkodzi. Kolejny raz wciągnęłam ją do mojego nosa i zasnęłam. Rano obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Wzięłam do ręki mój telefon. Miał rozbitą szybkę. Kurwa. Fuknęłam,zastanawiając się kiedy to się stało. Zegarek wskazywał godzinę 8;00
Zwlekłam się z łóżka i stanęłam przed moją szafą. Wyciągnęłam z niej szarą,krótką i obcisłą sukienkę za pupę. Miała długie rękawy więc podciągnęłam je do łokci. Moje włosy upięłam w niestarannego koka i przemyłam moją twarz tonikiem żeby jakoś wyglądała. Niestety moje oczy nadal były przekrwione. Postanowiłam,że dziś wybiorę się z Cami po nowy telefon,bo nie mam pojęcia co ja wczoraj robiłam. Poza jednym małym wyjątkiem. Pamiętałam wątek wynikły z blondynem. Bałam się zejść na dół,nie chciałam mu spojrzeć prosto w oczy. Niestety ciekawość była silniejsza od strachu. Zeszłam po schodach i kolejny raz poczułam to ukłucie zimna. Szybko odgoniłam myśli i pewna siebie weszłam do jadalni. Louis zmierzył mnie wzrokiem. Na szczęście tylko on siedział przy stole majstrując coś w swoim tablecie.
-Jak się spało panno Smitch,jeżeli się nie mylę to brała coś pani-zadrwił ze mnie.
-Kurwa,czuję się okropnie-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Lecisz ze mną po towar? Muszę go odebrać od takiego dilera,a samemu mi się nie chcę-zrobił smutną minkę.
-Mogę iść,a skoczysz ze mną kupić jakiś telefon?-zapytałam jakby był mi coś winien.
-Z tobą zawsze-odpowiedział z szerokim uśmiechem.
-To leć po kurtkę,a ja idę po kluczyki.
Szybko pobiegłam do mojej szafy i wyciągnęłam z niej czarną wiatrówkę. Rozpuściłam moje włosy,a usta szybko przejechałam różową szminką.
Zeszłam z powrotem na dół.
-Jestem goto...
Nie dokończyłam bo przede mną stał niebieskooki blondyn.
Spuściłam głowę w dół i przeszłam koło Nialla nie łapiąc z nim kontaktu wzrokowego.
-Tini stój!-krzyknął za mną.
-Czego chcesz?-syknęłam ostro.
-Wiesz dobrze,że to nie w porządku wobec mnie.
-Chyba sobie kurwa żartujesz-prychnęłam-całujesz mnie na blacie,zaczynasz rozbierać,mówisz mi że to był błąd bo masz dziewczynę,a teraz pierdolisz mi tu,że to nie w porządku wobec ciebie? Przecież to są do chuja jakieś żarty-krzyczałam na niego.-Słuchaj,przeprosiłem cię,wiem że zrobiłem źle,ale mi do cholery na nas zależy...
Nie dokończył,bezczelnie mu przerwałam.
-Nas,jakich nas? Nie ma żadnych nas! Jestem ja,zwykła dziewczyna,którą chłopak wplątał w takie
beznadziejne gówno i ty,ten chłopak-wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Zbierało mi się na płacz.
Za schodami zobaczyłam Louis'a.
-Słyszałeś wszystko,prawda?-zapytałam,a łzy poleciały mi po policzkach.
-Ja...Tak,słyszałem wszystko.
-Kurwa,kurwa,kurwa!-krzyknęłam wybiegając za drzwi.
Osunęłam się po ścianie i otarłam łzy.
-Chodź odpoczniesz trochę-powiedział Louis,biorąc mnie pod ramię.
Otworzył przede mną drzwi samochodu i rzucił mi proszek w woreczku. Ten był inny. Nie był biały. Był jasno fioletowy. Wzięłam go do ręki lustrując każde ziarenko.
-Co to?-zapytałam Louis'a
-Magiczne ziarenka-uśmiechnął się do mnie.
Na moją twarz wkradł się uśmiech.
-Mogę prosić fachową nazwę?
-Oculus,pasuje pani Smitch?-zapytał ukazując swoje dołeczki
-Wiesz,ja tego nie potrzebuje-powiedziałam stanowczo,wkładając woreczek do kieszeni kurtki bruneta.
-Jak chcesz.
Obserwowałam go jak jechał. Szczękę miał wyraźnie zaciśniętą,a palcami stukał o kierownicę.
Delikatnie otworzona szyba rozwiewała jego włosy. Co chwilę przeczesywał je dłonią.
Chwilę później skupiłam się na oglądaniu 'widoków'.
-Jesteśmy-powiedział Louis,machając ręką przed moją twarzą.
Ocknęłam się szybko,po czym posłałam niebieskookiemu uśmiech.
Otworzył mi drzwi od auta i ruszyliśmy w stronę budynku. Był on strasznie zniszczony.
-Louis,czy my jesteśmy tu bezpieczni?-zapytałam z niepokojem.
-Tak,raczej tak-odpowiedział lekko się wahając.
Skuliłam się z zimna i szłam za plecami Louis'a. Poszliśmy za budynek. Siedziało tam dwóch chłopaków,których ciało było pokryte tatuażami. Wyglądali nie groźnie. Uśmiechnęli się do mnie przyjaźnie i wzięli Louis'a na osobność. Stałam sama jakiś czas,ale nie bałam się. Nie byłam daleko od chłopców.
Usłyszałam głośny huk,po kilku sekundach zobaczyłam jak Louis osuwa się na ziemię. Nie myśląc co robię,bardzo szybko pobiegłam za postacią,która strzeliła do Louis'a. Wiedziałam,że chłopcy pomogą brunetowi,więc swobodnie biegłam za mężczyzną.
Wsiadał do auta. Wiedziałam kto to. Widziałam jego twarz i jak chowa pistolet do kurtki.
Nagle cofnął się i wysiadł z czarnego lamborghini. Ogarnął mnie paraliż. Nogi miałam jak z waty.
-Kogo my tu mamy?-zawołał głośno,bo stała dość daleko.
Widziałam jak dołeczki mu się powiększają.
Obróciłam się napięcie i pokazałam mu fuckera.
-Ostra jesteś!-krzyknął za mną.
Zaczęłam powoli biec,gdy poczułam lodowaty uścisk na mojej dłoni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz